|
środa, 16 kwietnia 2008
W ciągu dwóch ostatnich tygodni W3C opublikowało interesujące raporty z Incubator Activity, inicjatyw zajmującym się przyszłością sieci. Nie są to oczywiście standardy gotowe na wprowadzenia, raczej "rozpoznanie bojem" wyzwań, jakie przed Internetem będą stały za kilka lub nawet kilkanaście lat. Dokumenty są punktem wyjściowym dla debaty i dalszych badań, mimo to dają ciekawe wejrzenie w przyszłość internetu
Wnioskowania niepewnePierwszy z tekstów, Uncertainty Reasoning for the WWW, jest końcowym raportem z tego etapu badań. Opisane są w nich ramy dla przyszłej standaryzacji danych niekategorycznych, takich jak np. prawdopodobieństwo, stopień prawdziwości czy opisywanie informacji pozyskanych od użytkownika w postaci oceny a nie pomiaru. Raport pokazuje także jak dane tego typu mogą nabierać dodatkowej niepewności podczas drogi w cyklu przetwarzania, zanim trafią do odbiorcy, i wskazuje na możliwe sposoby zapobiegania tej tendencji. Dokument tworzy ramy dla przyszłej standaryzacji przesyłania tego typu informacji (i wskazuje jej konieczność) oraz zaznacza ograniczenia.Większośc informacji dostępnej i automatycznie przetwarzanej w Sieci nie jest, wbrew pozorom, danymi, dla których można łatwo określić binarną wartość logiczna - prawda lub fałsz. Wartość taka może być nieznana, niemożliwa do określenia lub po prostu nie można jej w danym przypadku w ogóle przypisać. Jest kwestia wiarygodności danych, ich rodzaju (np. prognozy) czy też fakt stosowania różnych ontologi i taksonomii, które nigdy nie będą w pełni do siebie przystawać (problem przekładu). Przykładami mogą być np. opisywanie multimediów (to jeszcze rock, czy może już elektronika?) prognozy (pogoda, ale także giełda) lub też informacje niekompletne i o nieokreślonej wiarygodności (np. dane o korkach komunikacyjnych). Oczywiście istnieją i dzisiaj usługi wykorzystujące rachunek prawdopodobieństwa, logikę rozmytą czy sieci Bayesiańskie, ale systemy te są dziś odizolowane, nie istnieje możliwość precyzyjnego przesyłania danych wraz z podaniem stopnia prawdziwości poszczególnych cząstek informacji. EmocjeCiekawym dopełnieniem Semantic Web jest projekt W3C Emotion Markup Language. Inicjatywa zajmuje się wstepnymi badaniami nad wykorzystaniem w sieci formalnego zapisu danych o emocjach, postawach i nastrojach. Ostatni raport, opublikowany w połowie ub.r. zarysowuje problematykę jak i wskazuje głowne obszary zastosowań.Efektywne rozpoznawanie i opisywanie emocji, mimo oczywistej niedoskonałości, może dodać zupełnie nową jakość naszym kontaktom z komputerem, oraz z innymi ludźmi za pośrednictwem sieci. Już samo zastosowanie rozpoznawania emocji jako uzupełnienia myszki i klawiatury (np. skaner rejestrujący rozszerzanie się źrenic, myszka badająca oporność skóry) daje kolosalne możliwości np. w dostarczaniu lepiej spersonalizowanych treści. Jednak dla sprawnej wymiany informacji pomiędzy różnego typu usługami konieczny jest ustandaryzowany język zapisu takich danych. Oczywiście tego typu język znajdzie także zastosowanie przy tworzeniu treści dla użytkowników, np. awatary z realistyczną, generowaną w czasie rzeczywistym mimiką, czy fabuła gier modyfikowana na podstawie naszych reakcji. Oba dokumenty prezentują teoretyczne i wysoce abstrakcyjne podejście do problematyki. Doświadczenie uczy, że nawet genialny model a jego wdrożenie to zupełnie inne sprawy. Przykładami może być sama idea hypertekstualności, w bardzo ograniczonym stopniu wdrożona przez WWW, czy choćby nikła zgodność obecnie istniejących stron ze standardami. Wkrótce postaram się opisać bardziej przyziemne podejście do Sieci Semantycznej, bardzo ciekawe projekty już dziś wprowadzające praktyczne zastosowania z tego obszaru. Blogged with the Flock Browser Tags: semantic_web, standardy, innowacje
niedziela, 13 kwietnia 2008
Jeszcze miesiąc temu, kiedy w Tybecie sytuacja zaczynała się zaogniać, większość komentatorów zgodnie twierdziła, że protesty zostaną zignorowane przez polityków. Dzisiaj okazuje się, że dziwnym zbiegiem okoliczności, zaginając wręcz prawdopodobieństwo, większość europejskich przywódców nie uwzględniła w swoich kalendarzach wizyty na ceremonii otwarcia... Adam Szostkiewicz pisze na swoim blogu: Chińczycy szukają ponoć jakiejś wielkiej agencji PR na Zachodzie, aby ratowała wizerunek kraju. Co się zmieniło? Zmienił się sposób komunikacji. Patrząc na rozwój internetu i tzw. "nowych mediów" (oraz prawdopodobne tego konsekwencje) nieodparcie nasuwają mi się wynalazki rotacyjnej maszyny drukarskiej oraz telegrafu. Oba te wynalazki upowszechniły sie w podobnym czasie, pozwalając rozwinąć się pierwszemu medium masowego przekazu - codziennej, powszechnej gazecie. Cylinder drukujący i automatyczne podawanie papieru pozwoliły skokowo zwiększyć dostępność druku, mniej więcej dziesięciokrotnie zwiększając ilość odbitek, które można było wydrukować w ciągu godziny. Telegraf pozwalał w mgnieniu oka przesyłać wiadomości na odległości, których przebycie przedtem trwało tygodnie. Druga połowa XIX wieku to gwałtowny rozwój czytelnictwa - nie tylko jak wcześniej wśród elit i mieszczaństwa, ale także wśród chłopów i robotników. Oczywiście, wśród niższych warstw nie każdy umiał czytać. Ale dzięki postępującej modernizacji po raz pierwszy w każdej, nawet niewielkiej grupie można było taką osobę znaleźć. Co więcej, wydawanie gazety, czy choćby druk ulotek przestały być przywilejem wąskiego grona bogaczy... Nie mam wątpliwości, że właśnie to upowszechnienie dostępu do ówczesnych środków masowego przekazu miało kluczowe znaczenie w najważniejszych procesach drugiej połowy XIX wieku - budzeniu się nowoczesnego poczucia świadomości narodowej, emancypacji politycznej mas, organizowania się robotników w związki zawodowe. Podobna zmiana nastąpiła niedawno w internecie. Politycy i przeróżni spin doktorzy, którzy nauczyli już radzić sobie z mediami, nagle stają w zupełnie nowej sytuacji - opinią publiczną kształtującą się za pośrednictwem zupełnie nowych kanałów. Dziś każda osoba może być potencjalnym fotoreporterem czy kamerzystą. Każdy może być nie tylko biernym odbiorcą, ale tworzyć treści, które z niespotykaną dynamiką potrafią rozprzestrzenić się po całym świecie w ciągu kilku godzin. Kilka lat temu nasza opinię np. o próbie zapalenia ognia olimpijskiego przez Tybetańczyków wyrabialibyśmy sobie na podstawie materiałów takich jak relacja Reutersa: Dzisiaj bez problemu możemy zobaczyć co taka relacja pominęła - chińskich oficjeli "nadzorujących" akcję greckiej policji, czy też brutalność, która umknęła uwadze reporterów Reutersa (którzy zresztą traktowani byli zupełnie inaczej niż pozostałe osoby)... Pekin 2008 dla wielu osób będzie bolesną lekcją. Nie tylko dla polityków takich jak Sarkozy, Merkel czy Bush, którzy miotają się między swoją Realpolitik a rosnącą presją ze strony swoich wyborców. Nie tylko dla Chińskich dygnitarzy, dla których olimpiada okaże się medialną klapą. Igrzyska są maszynką dla zarabiania pieniędzy, mit czystej, sportowej rywalizacji jest od wielu lat dzwignią, która służyć ma budowaniu pozytywnych konotacji związanych z marką - niezależnie czy jest to najpopularniejszy na świecie napój, miasto i kraj, które są gospodarzami, czy politycy tłumnie pojawiający się na loży dla VIP-ów. Działa bardzo prosty mechanizm, pojawiając się w towarzystwie magicznych pięciu kółek, automatycznie "pożyczamy" sobie część emocji z nimi związanych. W tym roku będzie inaczej. Wiele osób widząc np. taki billboard: przypomni sobie inny obrazek: A takie asocjacje powiązane z marką na dłuższą metę mogą kosztować bardzo, bardzo wiele... Pieniądz rządzi światem. Pieniądze wydajemy my, konsumenci. Nie zawsze kierując się czystym rachunkiem ekonomicznym, zwykle nieświadomie kupujemy też cała tę otoczkę, która za pomocą reklam zbudowała firma wokół swojego produktu. Kto mówi, że nie ma to żadnego znaczenia, kwestionuje racjonalnośc wydawania grubych milionów na sponsoring wydarzeń sportowych. Czy naprawdę CEO wielkich koncernów są głupcami? Blogged with the Flock Browser Tags: prawa_człowieka, nowe_media, massmedia |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
|